Nazw na wszystko. Na tym bazowałem. Według tych nazyw stwierdzałem czy coś jest ok czy nie. Logiczne. No bo na podstawie czego mam funkcjonować. Więc już coraz mniej się dziwę, że jeśli moje życie (nazwy) komuś nie pasuje do jego nazw to mózg musi je uznać za zagrożenie. Więc następuje obrona swoich tez (mojego Ja) Robiłem to
Po prostu lubię rano móc spokojnie spojrzeć na swoje odbicie w lustrze”, wyznał. Nie ukrywa, że teraz chodzi na terapię, która ma mu pomóc zapomnieć o przeszłości. „Nie ukrywam, że jestem od dłuższego czasu na terapii. Ten rok był bardzo burzliwy, choć mam takie poczucie, że wszystko dzieje się po coś.
wyższy cel, że to wszystko dzieje się po coś. Wielki udział w tym miał mąż, Piotr, i łącząca ich mi-łość, która póki trwa, pozwoli po-konać wszystkie sztormy - mówi-ła podczas gali Integracji, żona Piotra Pawłowskiego, Ewa. - Dziś Krystyna Włodarek jest założy-cielką, fundatorką i wiceprezeską
Selavi! C'EST LA VIE! Życiowa układanka. Wszystko, co się dzieje jest po coś. To, co się wydarza ma głęboki sens. Mindfulness - trening uważności. cz. 4. SELAVIE! Takie jest życie! Ale jakie? Nasz los jest dokładnie taki, jaki zostanie stworzony w głowie człowieka poprzez jego wyobrażenia.
Fundacja „Pomimo Wszystko” powstała by wspierać, inspirować i pomagać rodzicom dziecka z chorobą. Taka jest misja Fundacji. Sama mam ogromne doświadczenie w tym temacie i wiem jak ważne jest wspieranie rodziców w chorobie dziecka. Pomagam tylko rodzicom, mam pełne wsparcie lekarzy z Oddziału Hematologii i Onkologii w Bydgoszczy w
Poznaliśmy się przypadkiem, ale tak naprawdę sami w przypadki nie wierzymy. Wszystko dzieje się po coś… Ziemia na której zbudowaliśmy nasze domy, to ziemia moich Dziadków. To domy, pod fundamentami których kiedyś zbierałam ziemniaki, na wyścigi z braćmi. To miejsce, gdzie zboże rosło hen, aż po horyzont.
. Przez długą chwilę biegałem po ogrodzie razem z wiatrem, ciesząc się tym niezwykłym porankiem. To musiał być wspaniały dzień. Przecież tak cudownie się zaczął – pomyślałem i pobiegłem do domu, bo mój brzuszek przypomniał mi, że nic jeszcze tego ranka nie jadłem. A nie lubię chodzić głodny. Chyba jak każdy kot. Bardzo lubię jeść. Wchodzę do domu, a tu wszyscy biegają, coś krzyczą, potykają się o szafki, zderzają w drzwiach. Normalnie, jakby nie ten dom. Zwykle taki spokojny, a dziś jak z innej bajki. Nie wiedziałem, co się stało, więc na chwilę przycupnąłem w bezpiecznym miejscu by podsłuchać, o czym wszyscy mówią, a właściwie chwilami krzyczą, jeden przez drugiego. Zdarzyło ci się kiedyś zaspać do szkoły lub pracy? Jeśli tak, to dzięki tej bajce wspomnienia na nowo ożyją. To samo bowiem spotkało całą rodzinę Pogodnych. Nikt do końca nie wiedział, czemu budziki nie zadzwoniły, ale to, co działo się po nagłym przebudzeniu było i śmieszne i bolesne. Na szczęście nikt bardzo nie ucierpiał i po krótkiej rodzinnej panice, wszystko powoli wracało do normy. Już po chwili okazało się, że dzięki zaspaniu, Krzyś nie musiał siedzieć w szkole i czekać na nauczycielkę, bo ta akurat utknęła w ulicznym korku. Kiedy nie wszystko idzie tak, jakbyśmy chcieli Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – tak całe zdarzenie podsumował pan Andrzej i wszyscy przyznali mu rację. Również Afik, który w tym samym momencie przypomniał sobie zdarzenie z rodzinnego domu w opuszczonym ogrodzie. Uwielbiał wygrzewać się na słońcu, ale to, jak wiadomo, czasem chowa się za chmurami. Tamtego dnia nie zamierzał inaczej spędzać dnia. Niestety, pogoda pokrzyżowała mu plany i z powodu deszczu, musiał zostać w domu. Z pomocą mamy jakoś udało mu się miło spędzić czas, a nawet zobaczyć piękną tęczę. Nie wiedział jednak, że ten dzień będzie jeszcze lepszy, niż gdyby przez cały czas świeciło słońce. Gdy tylko przestało padać, Afik wybiegł do ogrodu, a tam… . O tym, co takiego zobaczył nasz bohater, dowiesz się z bajki. Poznasz też super rymowankę, która pomaga pamiętać, że we wszystkim, co nas spotyka, kryje się coś dobrego. Trzeba tylko umieć to zobaczyć, a wtedy nawet najbardziej niechciane scenariusze pisane przez życie, mogą okazać się czymś dobrym i korzystnym. Fragment – Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – powiedział Pan Andrzej. – Jak widać, wszystko dzieje się po coś. Trzeba tylko wierzyć, że tak jest i tego się spodziewać. Bo skoro się tak stało, to po coś to było, prawda dzieci? Nie wiem, czy one dobrze to zrozumiały, ale ja na pewno tak. Moja mama też mi często powtarzała, że wszystko, co się na świecie dzieje, jest po coś. Nie ma przypadków. Ale nie każdy o tym wie i nie każdy potrafi tak na wszystko patrzeć. Bo kiedy coś się nie udaje, to od razu się smucimy, albo jesteśmy źli. I psuje nam się humor. A trzeba robić na odwrót. Jak coś się nie udało, to od razu trzeba znaleźć taką jedną cudowną myśl, która pomoże zobaczyć w tym coś dobrego dla nas. To znaczy, że to, co nam się wydaje, że jest złe, ma w sobie ukrytego coś lepszego dla nas, tylko jeszcze tego nie widać. Wiele osób nigdy tego nie zauważy, ale ja nauczę Cię słów, które pomogą Ci to odkrywać. Przejdź do pełnej wersji Każdy może zostać optymistą Czy myślisz, że zwykła bajka o pozytywnym myśleniu, może zmienić zachowanie dziecka? Mając w głowię prostą rymowankę, którą znaleźć można w bajce, umysł dzieci rzadziej będzie uruchamiał płacz i złość. Nowe przekonanie będzie dla niego kolorowym filtrem, dzięki któremu skupiać się będzie na szukaniu czegoś dobrego i fajnego w każdym niespodziewanym zdarzeniu. Będzie ono dla niego bardziej zagadką, niż przysłowiowym końcem świata. Słowa te przydadzą się też dorosłym. W końcu trudno wychować optymistę, samemu będąc pesymistycznie nastawionym do świata, prawda? Gdy następnym staniesz przed sytuacją, którą ocenisz jako pech, nieszczęście i błąd, rymowanka stanie się twoim światełkiem i pomoże dostrzec jasne strony. Tego nauczyła się cała rodzina Pogodnych i tak samo może stać się w twojej rodzinie. W czym jeszcze może pomóc bajka o pozytywnym myśleniu? Przyda się dzieciom, które: reagują płaczem, gdy coś się nie uda, smucą się, gdy coś idzie nie tak, jak miało iść, nie lubią zmian, złoszczą się, gdy nie dostają tego, co chcą, nie potrafią pozytywnie myśleć o tym, co je spotyka. Pomocna będzie też dla Ciebie, jeśli: chcesz nauczyć dzieci skupiania na tym, co dobre w życiu, masz przed sobą życiowe zmiany: zmiana pracy, miejsca zamieszkania, szkoły dla dzieci i nie wiesz, jak przygotować na to swoje pociechy, pragniesz nauczyć dzieci pozytywnego myślenia, chcesz odpocząć po pracowitym dniu i miło spędzić czas z dzieckiem. Myślisz, że bajka o pozytywnym myśleniu “Wszystko jest po coś” spodobałaby się twojemu dziecku? Jeśli tak, możesz mu dać o wiele więcej. Ta bajka jest jedną z 21 opowieści, które dostępne są w zbiorze pt. Przygody Kota Afika Pozytywne przekonania w formie rymowanek. Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł Możesz wybrać wersję do czytania lub słuchania. Albo też obie wersje, bo czasem zechcecie poczytać, a innym razem wspólnie posłuchać jednej z wesołych i uczących czegoś nowego bajek. Ebook i audiobook zawiera następujące bajki: 1. Nowa rodzina 2. Wizyta u pani weterynarz 3. Wyznanie Krzysia4. Wszystko jest po coś5. Trudne słowo NIE6. Czy w ciemności mieszkają potwory?7. Gdy nie chce się uczyć8. Lubię siebie9. Nikt nie musi być winny10. Kiedy kończy się zabawa 11. Kochasz mnie, czy nie?12. Sztuka słuchania13. Jesteś ważny14. Każdy jest wyjątkowy15. Niesprawiedliwe słowa16. Kto próbuje, temu się udaje17. Daj mi chwilkę18. Sukces – to takie proste. Część I19. Sukces – to takie proste. Część II20. Potrzebuję twojej pomocy. Część I21. Potrzebuję twojej pomocy. Część II Wszystkie rymowanki wplecione w przygody kota Afika, to pewnego rodzaju afirmacje dla dzieci, czyli pozytywne myśli, które pomagają w budowaniu dobrych, korzystnych i wspierających przekonań. Jeśli dobrze się zakorzenią w umyśle i sercu, pozostaną z nimi na całe życie i pomogą je przeżyć najpiękniej, jak to tylko możliwe. To nie koniec Bajka o pozytywnym myśleniu może być wspaniałą okazją do wspomnień. Warto wrócić do zdarzeń, które na pierwszy rzut oka wydawały się czymś złym, czy pechowym i poszukać tego, co dobrego ze sobą niosły. Po upływie czasu, łatwiej to dostrzec i zapamiętać, by w przyszłości od razu skupić się na ukrytych korzyściach i na tym, jak spawy przybrały korzystny obrót. Czasem będzie lepszy, niż moglibyśmy się spodziewać. Warto rozmawiać z dziećmi na temat pozytywnego myślenia, które nie jest chodzeniem w różowych okularach i udawaniem, że nic się nie stało, kiedy się stało. Bo jeśli upadnie i uderzy tak, że boli kolano, ręka, a może nawet głowa, to tak jest. I nie ma w tym nic złego, bo ból sam w sobie nie jest ani zły ani dobry. On po prostu jest i trzeba go zaakceptować, po czym zapytać, czego można się od niego nauczyć. Co dobrego można wyciągnąć nawet z bardzo przykrego i bolesnego doświadczenia. To na początku trudne, ale z czasem uwalnia od lęku przed porażką i wychodzeniem ze strefy komfortu. *Tekst zawiera linki afiliacyjne do Programu Partnerskiego Wydawnictwa Złote Myśli
- Uważam, że wszystko dzieje się po coś, że ktoś ma większy plan, którego ja nie do końca musiałam, w tamtym czasie rozumieć - mówi Joanna Mazur paraolimpijka, multimedalistka mistrzostw świata i Europy niepełnosprawnych. 6 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Sportu dla Rozwoju i Pokoju. Z tej okazji rozmawiamy z paraolimpijką, multimedalistką mistrzostw świata i Europy niepełnosprawnych Joanną Mazur. Urodziła się z dystrofią plamki żółtej, przez co już jako dziecko zaczęła tracić wzrok. Mimo to, nie załamała się i postanowiła dosłownie "pędzić", by nikt nie mógł jej dogonić w realizacji założonych celów. Sport dla każdego Kamil Babuśka: Każdy nadaje się do sportu? Joanna Mazur: - Myślę, że tak. Każdy może znaleźć dyscyplinę, konkurencję, która będzie sprawiać mu przyjemność - jest ich tak wiele, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie wszyscy muszą być wyczynowymi sportowcami. Potrzeba jedynie zmotywowania się i czasem odwagi w pierwszych krokach, by później można było regularnie uprawiać sport i czerpać z niego masę korzyści. W jednym z wywiadów wspomniała pani, że "sport to jest droga do realizacji marzeń". Co jest najlepszego na tej "drodze"? - Ta droga to czasem długi proces. Myślę, że jestem tego dobrym przykładem. Najlepsze jest, kiedy udaje się realizować małe, pośrednie cele, które zbliżają nas do tego głównego. Cała "zabawa" polega na tym, że małe punkty nie realizują się same, nie jest to przypadkowe działanie. Trzeba w tę realizację włożyć bardzo dużo pracy i zaangażowania, niejednokrotnie okazuje się, że same starania i poświęcenie są niewystarczające, potrzeba czegoś więcej. Nieraz to jeszcze większe skupienie, wprowadzenie różnego rodzaju zmian, odważenie się, zaryzykowanie, a czasem wystarczy tylko się "mocniej wkurzyć". To wszystko zależy od sytuacji. W trakcie tej drogi dojrzewamy, poznajemy swoje mocne i słabe strony, spotykamy również wielu wartościowych ludzi ze sportową duszą. Mam wrażenie, że tylko oni rozumieją styl życia, który wybrałam. Ci ludzie są niewątpliwie jednym z wielu atutów uprawiania sportu. Można powiedzieć, że pani dzięki sportowi odkryła swoją osobowość na nowo? - Czy na nowo, to nie jestem przekonana - zbieram po prostu "obficie" życiowe doświadczenie. Najpierw miałam radosne dzieciństwo, później przyszła choroba, a następnie pojawił sport. To moje życie w ogromnym skrócie. Wiem, że to dopiero początek, a sportowa przygoda kiedyś się skończy. Póki co, mocno "haruję", by dawać mnóstwo pozytywnych emocji nie tylko sobie, ale i kibicom. Jak wygląda pani codzienność, taki zwykły dzień? Jest nierozerwalnie związany ze sportem? - Jesteśmy w takiej fazie przygotowania, gdy trenujemy trzy razy dziennie [gdy rozmawiamy Joanna Mazur przebywa na zgrupowaniu w Wałczu - przyp. red.]. Budzę się ok. 6:20, 25 minut później rozpoczyna się mój pierwszy trening. Po nim jem śniadanie, chwila przerwy, następnie drugi trening. Potem obiad, po którym kolejny trening. Na koniec dnia następuje odnowa biologiczna. Tak mniej więcej wygląda moje życie przez siedem dni w tygodniu. Cele, nie marzenia Lubi pani marzyć i rozmawiać o marzeniach? - Chyba nie do końca. Bardziej mam cele niż marzenia. Marzenia zawsze wydawały mi się jako coś nierealnego do osiągnięcia, a nad realizacją celów pracujemy sami. Jest więc pani realistką. Takie podejście wynika z doświadczeń życiowych czy po prostu z usposobienia, charakteru? - Pewnie trochę z usposobienia, trochę z charakteru. Jestem "optymistyczną realistką". Zawsze chciałabym, żeby wszystko układało się po mojej myśli, ale wszyscy wiemy, że to nie zawsze tak ładnie się układa. Dlatego może zamiast typowego planu "B" należy reagować na bieżąco i po prostu działać. Joanna Mazur o Bogu "Na początku buntowałam się przeciw wszystkiemu, co sprawiło, że nie widzę, w tym przeciwko Bogu. To był dla mnie trudny okres w życiu, ale już dogadałam się z Górą i mamy pewien układ” - tych słów użyła pani w rozmowie dla magazynu "Viva!". O jaki układ chodzi? - Nie wiem czy mogę mówić, bo to jest, jednak umowa - klauzula poufności (śmiech). Od ósmego roku miałam zupełnie stracić wzrok, mimo to nadal widziałam i widzę nadal światło czy kolory. Szczególnie dla mnie, jako kobiety jest to ważne, bo dzięki temu lubię słoneczną pogodę i kolorowe ubrania. Mój układ z Górą polega więc właśnie na tym, by mi to zupełnie nie zgasło. Jak ochronić swoją wiarę w takich trudnych okolicznościach? Co jest kluczowe - wsparcie innych ludzi, czy po prostu silna wola? - Wsparcie bliskich jest zawsze ważne. Kluczowe było moje pogodzenie się z sytuacją, która nastała. Mam wrażenie, że się z nią nadal nie pogodziłam - jest to proces. Zaakceptowałam ją i uczę się żyć z tym, co mam. Uważam, że wszystko dzieje się po coś, że ktoś ma większy plan, którego ja nie do końca musiałam w tamtym czasie rozumieć. Musiałam nauczyć się żyć, gdy nie widzę. Takie myślenie sprawiło, że mogłam iść dalej, ale sport sprawił, że dalej "idę z pasją" i dzięki temu jestem szczęśliwym człowiekiem, a w żadnym wypadku nie gorszym z powodu swojej dysfunkcji.
Wszystko dzieje się po coś, bądź jak kto woli: nic nie dzieje się bez przyczyny. Tę myśl zaszczepiała we mnie od małego moja mama. Mimo to , nieustannie obwiniałam moją Siłę Wyższą, los, świat czy innych ludzi o swoje niepowodzenia, czy jeśli coś poszło nie tak, czyli – nie tak, jak zapisałam w moim scenariuszu życia. Ze stworzonych przeze mnie scenariuszy, można by uzbierać dość treściwą książkę. Bo ja wszystko chciałam mieć zaplanowane. Od A do Z. Miało być po mojemu. Nie chciałam godzić się zatem na zmiany, które zsyłał mi los. Popadałam w użalanie się nad sobą i dość otwarcie komunikowałam mojej Sile Wyższej żal. Żal za to, że jestem zbyt niska, zbyt okrągła, zbyt mało zamożna, ten mnie nie kocha, a tamten nie lubi, ten wf jest nie do zniesienia, nie zdałam Prawo Jazdy za pierwszym razem, nie to liceum, a inni mają lepiej itd itp. Do tego ojciec, który psychicznie znęcał się nad nami przez ponad 20 lat! Czy naprawdę to wszystko jest po COŚ? Czy Miłość Mojego życia, która okazuje się być narkomanem też jest po COŚ? Dziś już wiem, że tak. Że dosłownie wszystko jest po COŚ. Jeśli nie zrozumiem od razu po CO, to z czasem ta odpowiedź do mnie dotrze. Jeśli tylko się otworzę i z pokorą i akceptacją będę przyjmowała to, co mi się przytrafia. Jeśli spóźnię się na tramwaj lub autobus, choć nigdy mi się to nie zdarza, może okazać się, że właśnie to uratowało mi życie! Namacalny przykład: katastrofa samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Ci, którzy jechali tam pociągiem, bądź nie zdążyli na samolot na czas, w tamtym momencie mogli być wściekli, dziś cieszą się życiem. Richard Paul Evans w jednej ze swoich powieści, opisuje historię człowieka, który nie zdążył na samolot, przez opieszałość sprzedawczyni w sklepie na lotnisku, a potem nieugiętość pracownicy lotniska, która spóźnionego na pokład samolotu już nie wpuściła. Jakże był na nią wściekły! Miał lecieć by zarobić miliony! Jednak dzięki temu właśnie, przeżył. Takich przykładów są setki, jeśli nie tysiące. Zrozumienie po CO na mojej drodze stanął Narkoman, zajęło mi wiele upadków, bólu, rozczarowań i rozpaczy. Dziś wiem, że tak miało być. Choroba uzależnienia, która rozgościła się w naszym domu, pozwoliła mi poznać siebie, zobaczyć, że problemy ze sobą miałam już na długo zanim Go poznałam. I dopiero dzięki pojawieniu się Jego w moim życiu, mogłam się z nimi skonfrontować i ruszyć w podróż wgłąb siebie. Poznać siebie i pracować nad sobą. Trafić do Wspólnoty Al-Anon, potem Nar-Anon, przejść 12 Kroków ku wolności. Gdyby rozebrać mojego ukochanego Narkomana z choroby uzależnienia, to wyłoni się wartościowy, acz zagubiony i potrzebujący miłości i pomocy człowiek. Mogę go kochać niezależnie od tego, czy jest czynny, czy zdrowieje. Mogę Go wspierać przez pracę nad sobą, przez pomaganie niepomaganiem i miłość, mądrą miłość, nie uległą, nie toksyczną. Wszystko dzieje się po COŚ. Ja po COŚ piszę, a Ty po COŚ czytasz 🙂
wszystko dzieje się po coś